Významné hrádecké osobnosti Slezské církve evangelické a.v.

Obec Hrádek, ač patřila k typickým evangelickým obcím, neměla (vzhledem ke své velikosti) po staletí svůj sbor. Přesto se tady narodilo několik osobností z řad evangelíků, které svým významem překročily hranice obce a zapsaly se do historie Těšínského Slezska.

 

Na prvním místě se sluší jmenovat rodinu Pavla Nikodema a Anny (rozené Byrtkové) č.p. 40, jejichž tři synové Pavel, Pavel a Jiří obohatili každý svým způsobem tehdejší společnost.

 

Pavel Nikodem (1878-1954) pastor, publicista, vězeň koncentračních táborů se narodil 10 března 1878 v Hrádku. W letech 1902-1906 studoval právo a teologii na univerzitě ve Vídni. Po ukončení studia byl povolán do Ustroně jako vikář. V roce 1909 byl vybrán na úřad pastora, ve kterém zůstal až do smrti. Byl spoluautorem známého Memoranda pastorů slezských, zahrnující protest proti germanizaci polského obyvatelstva a evangelického vyznání v Těšínském Slezsku. Během I. světové války se staral o uprchlíky. V nezávislém Polsku byl spoluzakladatelem Spolku duchovních evangelické církve a jeho dlouholetým předsedou.

V letech 1927-1928 se stal předsedou sdružení polské evangelické mládeže. V roce 1928 postavil Dům mládeže v Ustroni, dům důchodců pro pastory ve Wiśle a také sirotčinec v Ustroni. Publikoval spoustu článků, úvah a kázání.

Dne 19. května 1937 byl zvolen doživotním seniorem slezské diecéze Evangelické církve a.v. v Polsku.

Začátkem II. světové války byl zatčen Gestapem a odvlečen do koncentračních táborů Dachau a Gusen, jejichž útrapy se mu podařilo přežít. Věnoval se také zahrádkářství a sadovnictví.

 

Jerzy Nikodem (1885-1945)

O Jerzym Nikodemie mówiło się na ogół bardzo długo we wsi nie tylko jako o pisarzu i poecie, potem prawniku, ale również jako o polskim działaczu narodowym. Pamiętano, że był jednym z pierwszych, który na łamach „Zarania Śląskiego" opublikował fragment dramatu o Ondraszku, którego pokazał nie jako przestępcę i zbrodniarza, lecz bohatera ludowego, stosującego w obronie ludu metody zbójeckie.

Niegdyś starsi ludzie w Gródku pamiętali jeszcze, że Jerzy uczył się w cieszyńskim gimnazjum, studiował prawo w Wiedniu, ale przede wszystkim działał w akademickich stowarzyszeniach „Ogniwo" i „Znicz".

Wyrastał na przywódcę społecznego w polskim ruchu politycznym, zwłaszcza wśród młodzieży. Występował na wiecach i zgromadzeniach plebiscytowych. Publikował wiersze i artykuły w prasie o jednoznacznym patriotycznym obliczu, jak np. w „Głosie Ludu Śląskiego" czy „Dzienniku Cieszyńskim". Identyfikował się z inteligencją, jej świadomością narodową i kulturą polską. Dlatego też po podziale Śląska Cieszyńskiego musiał opuścić rodzinne strony.

Zanim jako prawnik podjął pracę urzędnika skarbowego w Poznaniu, w 1927 r. opracował i wydał książkę zawierającą ustawy o państwowym podatku przemysłowym wraz z rozporządzeniami wykonawczymi, okólnikami Ministerstwa Skarbu, wyrokami Najwyższego Trybunału Administracyjnego i objaśnieniami do tych podatkowych ustaw.

Nade wszystko jednak wciąż działał społecznie, m. in. w Polskim Związku Zachodnim i Klubie Oficerów Rezerwy. To za tę działalność okupant niemiecki aresztował go i osadził w obozie koncentracyjnym w Dachau, gdzie Jerzy Nikodem oddał życie za ideały, którym służył. Stało się tak na początku 1945 r., nieomal w przeddzień wyzwolenia.

 

Paweł Nikodem (II.)(1892-1982)

Paweł drugi urodził się w roku 1892. (Kiedyś często zdarzało się, że w podgórskich rodzinach nadawano chłopcom te same imiona).  Studiował na uniwersytetach w Krakowie i Warszawie.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej wyjechał do Ameryki Południowej, gdzie przez sześć lat (1920-1926) pełnił obowiązki zastępcy konsula Rzeczypospolitej Polski w Kurytybie. Rozwinął niezwykle ożywioną działalność organizatorską wśród polskiej emigracji. Tworzył polskie osady i kolonie mieszkalne, szkoły i stowarzyszenia, wydawnictwa. Znany jest jego znaczący wkład w rozwój „Gazety Polskiej w Brazylii", która - założona w 1892 r. - była najstarszym polskim pismem w Ameryce Południowej.

W 1938 r. rząd dyktatora Getúlio Yergasa przeprowadził tzw. nacjonalizację kultury w Brazylii, wydając ustawę znoszącą obcojęzyczne, a więc i polskie, szkolnictwo, prasę oraz ogólnonarodowe stowarzyszenia społeczno-kulturalne. Był to śmiertelny cios wymierzony w życie narodowe Polonii. Wszystko, co zbudowane zostało wieloletnim wysiłkiem, stopniowo rozlatywało się w gruzy.

W 1941 r. padła także „Gazeta Polska w Brazylii". Państwa polskiego nie było wówczas na mapie świata, mimo to, a może właśnie dlatego, na początku wojennych lat Paweł Nikodem rozpoczął zbiórkę darów i finansów, sprzedał maszyny drukarskie i przekazał sporą sumę na czyn zbrojny o odrodzenie Ojczyzny. Fundusze te jednak nigdy nie trafiły na przeznaczony cel, bo ponoć „gdzieś się zapodziały".

Ofiarodawca żył biednie. Jego domek w Mina de Quro był skromniutki, sześć na sześć metrów, wsparty na ośmiu filarach z cegły, wypełnionych heblowanymi deskami, pokryty dachówką. W czołowej ścianie wąskie drzwi i jedno maciupeńkie okno. Wewnątrz piec oblepiony gliną z żelazną płytą, na niej kilka garnków i pustych, blaszanych puszek po konserwach, w kącie wiadro z wodą. Było jeszcze żelazne łóżko, nakryte ciemnym kocem, pod oknem stół, na nim lampa. Sam gospodarz chodził w wełnianym swetrze i struksowych, sfatygowanych spodniach. Miał kształtną głowę o wysokim czole, wyraziste rysy twarzy, oczy patrzące z sympatią spoza binokli, bystre, osobliwe oczy intelektualisty, rzadko wykazujące dostateczne poczucie rzeczywistości. Tak wspominał Pawła pewien dziennikarz, który odwiedził go w latach sześćdziesiątych.

Po wojnie Paweł Nikodem nie miał nawet emerytury. Hodował pszczoły i żył ze sprzedaży miodu. Jego artykuły, przeważnie o osadnictwie i życiu emigrantów, można było przeczytać na łamach „Dziennika Zachodniego" i „Nowin Opolskich".

W latach siedemdziesiątych został wreszcie zaproszony do kraju - m.in. po to, aby wysondowano jego opinię o możliwości wznowienia „Gazety Polskiej w Brazylii". Sterany trudami życia, ponad osiemdziesięcioletni działacz polonijny nie miał już sił ani warunków, aby podjąć się tego zadania. W kilku skrzyniach przywiózł do Polski cały swój dorobek wydawniczy z nadzieją, że tu nie zostanie zmarnowany. Przy okazji odwiedził rodzinę na Zaolziu. Wkrótce potem zmarł i został pochowany w Campo Largo Parana. 

 

 

V roce 1923 byl v Hrádku založen evangelický hřbitov a kaple. Předcházelo tomu vytvoření tzv. „Prezbiterstwa cmentarnego“ v roce 1921. Tento počin lze charakterizovat jako první krok na cestě k samostatnému zboru. Presbyterstvo cmentarne založilo 10 mužů, otců početných rodin: Jan Mlynek č.p. 100, Adam Kluz č.p. 2, Adam Kluz č.p. 109, Pavel Kluz č.p. 37, Jan Fizek č.p. 35, Jan Pilch č.p. 99, Jan Szmek č.p. 40, Adam Heczko č.p. 27, Jiří Mlynek č.p. 39 a Pavel Heczko č.p. 77.

foto zde

O čtyřech z nich (na fotografiích) lze s kronik vyčíst více informací: Jan Mlynek byl nejvýraznější představitel hrádecké samosprávy vůbec, fojtoval v Hrádku více než 22 let, Jiří Mlynek byl fojtem v době vzniku kaple a hřbitova, Adam Kluz zvaný Majsterek, obětavý dlouholetý pracovník sboru (člen presbyterstva ve funkci pokladníka 12 let) a nakonec vlivná osobnost Pavel Heczko, který byl ředitelem polské školy, kroni

 

9.5.2009 | Odkaz na tento článek (permalink) | Komentáře

Přestavba hlavního schodiště kostela


Již mnoho let si ztěžovali zejména starší členové sboru na špatný stav hlavního schodiště před kostelem. Schodiště bylo přede vším velmi strmé, schody byly úzké a každý trochu jinak vysoký. V zimě byly kluzké. Zub času začal schodiště "odlepovat" od stěny kostela. Před několika léty tehdejší starosta obce Hrádek Ing. Jan Kawulok najal arch. Ing. Miloslava Křupku, aby zpracoval projekt. Investorem měl být Obecní úřad Hrádek, farní sbor se měl na rekonstrukci podílet. Byla to pro náš sbor výhodná nabídka. Projekt předpokládal rozebrání stávajícího schodiště, provedení nového betónového lože a zpětné položení původních kamenů z místních bývalých hrádeckých kamenolomů. Jednalo se zachování autenticity a sladění schodiště s coklem kostela. Na nové schodiště bylo třeba více kamenů a také hrozilo nebezpečí poškození stávajících kamenů při rozebírání starého schodiště. Hledalo se možnosti získat nový hrádecký kámen. To se ukázalo vlastně jako nemožné. Proto se přestavba schodiště odkládala na neurčito. Někteří už navrhovali udělat schodiště pouze betónové, nebo z terasa. Tím by velmi utrpělo estetické hledisko. Nakonec jsme se rozhodli pro nový kámen z kamenolomu v Řece. Cena kamene byla závratná, nicméně po uvážení a po rozdělení na rovnou polovinu s Luterskou církví evang. byla pro nás nakonec přijatelná. Pastor zajistil kameníka Bohuslava Ličku z Vidnavy, který předtím pokládal kamennou dlažbu před kostelem v Třanovicích. Kameník nám udělal cenu 130.000,- Kč pouze kamenný obklad včetně prací a dopravy. Betónové podloží jsme si museli udělat sami. Přestavba nabyla konkrétních rozměrů. S kameníkem byla na podzim 1999 sepsána smlouva, kterou jistil JuMgr. Bogdan Hajduk. Zároveň byla zaplacena záloha. V únoru 2000 byl dovezen kámen a složen u kurátora Jana Turoně. V březnu 2000 se konala první brigáda. Byly sťaty dvě lípy před kostelem, které jednak clonily ve výhledu na kostel, jejich listí padalo na hroby a lidé si na to stěžovali, ale hlavně svými kořeny narušovaly dlažbu před kostelem. Dále bylo pokáceno osm přestárlých tůjí, které rovněž bránily při budoucí rekonstrukce chodníku na hřbitově. Brigády se zůčastnili:
Přibližně v tetéž době probíhala brigáda v lese pod Dziołem u sestry Bronislavy Cieślarové, která darovala pro přestvbu Dva vzrostlé smrky. Brigády se zůčastnili p. Juroszek, p. Karel Turoň, p. Walek, p. Jan Turoň, a p. Adam Turoň. Stromy byly dopraveny p. Walkem do p. Stroky na katr p. Adama Turoně, který je tam pořezal na fošny. P. Walek je pak přivezl a složil na hromadu u kostela. 

  Erich J. Bocek


9.5.2009 | Odkaz na tento článek (permalink) | Komentáře

Kochany Gródek

Zbór w Gródku administrowałam przez 15 miesięcy - od lata 1986 do końca października 1987.

 Był to okres panoszącego się jeszcze totalitaryzmu komunistycznego, ale już można było odczuć inny, łagodniejszy wiatr. Był to szczególny czas. Kto miał silne nerwy i nie miał niczego do stracenia, śmiało mógł dla zboru wiele zdziałać, bez większych następstw. Ale musiał liczyć, że ciągle będą na niego donosić. Komórka partyjna w Gródku wtedy jeszcze nadal wierzyła w wieczne swoje istnienie, a StB pracowała na pełnych obrotach. 

Do Gródku zostałam powołana, ponieważ dotychczas tam pracujący i lubiany senior ks. Bogusław Kokotek, musiał odejść. Potem po 15 miesiącach znowu musiałam odejść ja, bo do zboru została przeznaczona ks. Zuzanna Szpakowa. Wtedy żyliśmy jak dzieci na karuzeli. Jedne dzieci na karuzeli czują się dobrze, inne trzymają się za brzuchy i zaciskają usta. Ale przeżyliśmy.

Ten okres w Gródku był dla mnie balsamem dla duszy. Co po latach oceniam najwyżej, to brak faryzeizmu duchowego wśród zborowników. Nikt nie robił się ani lepszy, ani pobożniejszy. Na odwrót, z dnia na dzień odkrywałam szlachetność naszych zborowników. Apostoł Paweł napisał: "Mamy zaś ten skarb w naczyniach glinianych" (2. list do Koryntian 4,7).  

Praca duchowa nie sprawiała prawie żadnych problemów. Zbór był potencjalnie dobrą glebą, przygotowaną przez świetnych poprzedników. Z szacunkiem wspominano każdego pracującego tam księdza. Każdy kurator zboru był doceniany. O ile ktoś nie stanął na wysokości zadania, starano mu się podać przyjazną rękę, traktując jego słabość jako coś, co Bóg może przebaczyć, a człowiek również. Nie było segregacji zborowników i nigdy się nie zdarzyło, aby komuś powiedziano, że nie jest godny stanąć przed ołtarzem. A jeżeli by ktoś miał taki pogląd, to jego głos nie brano pod uwagę. Dlaczego o tym wspominam? Przede wszystkim dlatego, że pracowałam w wielu zborach i spotkałam się z najróżniejszymi formami pobożności i najróżniejszymi formami pracy. Teraz, po trzydziestu latach pracy w naszym Kościele, widzę, co z tych wszystkich ludzi wyrosło, jak udało im się wychować dzieci i czy te ich dzieci i wnuki zdają egzamin pobożności i egzamin życia. 

W Gródku spotkałam się z trzema interesującymi zjawiskami typu postępu cywilizacyjnego. Nie każdy może to dziś zrozumieć, bo dziś najczęściej piszemy na komputerze, pocztę przesyłamy e-mailem a telefonujemy najczęściej telefonem komórkowym. Ale wtedy w zborze nie było ani telefonu, ani maszyny do pisania, ani skrzynki pocztowej przy drzwiach. Gródek był jedynym zborem bez telefonu. Jeżeli biskup chciał coś z naszym zborem załatwić, musiał albo przyjechać osobiście, albo napisać list, albo też zatelefonować komuś ze zborowników, aby przekazał mi informację. A z kolei ja, jeżeli chciałam coś załatwić telefonicznie, musiałam iść do prywatnego domu. Było to dosyć skomplikowane, ponieważ w Gródku zawsze wszyscy wiedzieli kto, kiedy, komu i o czym telefonował. Kiedy byłam przesłuchiwana przez StB w Święto Wniebowstąpienia w r. 1987, to tam usłyszałam wszystko, co było telefonowane, pisane i mówione. Telefon został zainstalowany dopiero w czasie duszpasterzowania ks. Zuzanny Szpakowej. Poczta nie przychodziła do zboru, ale listonoszka zostawiała wszystko w prywatnym domu pani sekretarki, wyjaśniając mi, że przy drzwiach nie mamy skrzynki pocztowej. Wobec tego skrzynkę zainstalowaliśmy przy drzwiach, ale rozpoczęła się istna wojna, bo niektórzy dopatrywali się w tym jakiegoś niebezpiecznego przewrotu. Super problemem była maszyna do pisania. Wielu ludziom nie było jasne, co chcę na tej maszynie pisać. Uważałam, że o ile będziemy kupować nową maszynę, trzeba kupić taką, aby można było na niej szybko pisać a czcionki żeby się nie zbijały. To wtedy znowu było pytanie - dlaczego chcę szybko pisać. Maszyna jednak została kupiona.

Wspominam o tym dlatego, abyśmy liczyli z tym, że jest w nas wierzących coś, co uważamy fałszywie za znak prawdziwej pobożności i skromności. Prof. Karol Gábriš przygotowując nas do pracy w Kościele pewnego razu przed Świętami Bożego Narodzenia powiedział: „Nie miejcie w swoim mieszkaniu ładniejszego drzewka niż w kościele. Nie miejcie swoich mieszkań wygodniejszych i nowocześniejszych niż kościół i domy zborowe.”

Zbór w Gródku zawsze był autentyczny. Cały Gródek w pewnym sensie był duchowo przebudzony. Jedni chodzili do kościoła katolickiego do Jabłonkowa, inni do Kościoła Braterskiego do tzw. Willi, jeszcze inni zgromadzali się po domach, niektórzy nie chodzili nigdzie, ale nigdy od nikogo w Gródku nie doznałam poniżenia z powodu wiary. Bóg dla wszystkich był najwyższą normą a jego przykazania, jego Słowo każdy traktował jako prawdziwe. Byli tacy, którzy codziennie upijali się, i tacy, którym dotrzymywanie Dekalogu /Dziesięcioro Bożych Przykazań/ sprawiało kłopot. Ale grzesząc czuli się nieswojo, i po latach wyznawali swój grzech. Tego w innych zborach nie spotkałam. Tutaj nawet komuniści nie byli komunistami wojującymi, ale raczej tylko na usługach reżimu. 

 

Niechaj Pan Bóg błogosławi temu Zborowi. Niechaj każdy wychodząc po nabożeństwie z kościółka w Gródku, widząc wspaniałe Beskidy i przepiękne niebo (tylko tutaj można widzieć takie niebo), zostanie wiernym aż do śmierci. 

  ks. Anna Bystrzycka


9.5.2009 | Odkaz na tento článek (permalink) | Komentáře

Datová linie

1921 založení „hřbitovního presbyterstva“

29. 6. 1923 koupě pozemku na hřbitov

10. 9. 1923 posvěcení úhelného kamene

1. 6. 1924 posvěcení kostela

23.2. 1942 odvlečení zvonů Němci

24. 6. 1950 založení sboru

1951 část sborovníků se oddělila a vstoupila do sboru Církve bratrské

1. 4. 1951 nový zvon, nové varhany, nová střecha

1955 první konfirmace

1957 předělání pitevní místnosti v sakristii

1961 nová kazatelna

Od 2. 11.1969 stojí vedle kostela sborový dům. Podle komunisty vedené stavební komise nesměl být součástí kostela, a nesměl zahrnovat byt pro pastora.

1971 nové hodiny na věži

1987 nové elektrofonické varhany

1988 nové ozvučení kostal

1993 rozdělení sboru na SCEAV a LECAV

8. 10. 1995 první bohoslužby v kostele po rozdělení sboru

1996 oficiální vznik LECAV

1996 volba prvního pastora

1997 zavedení plynového topení

2000 nové hlavní schodiště do kostela chodníky kolem něj 

2002 zahájení přestavby sborového domu


9.5.2009 | Odkaz na tento článek (permalink) | Komentáře

50-lecie zboru w Gródku

Zanim powstał zbór w Nawsiu (r.1791), należeli gródeccy ewangelicy do zboru w Bystrzycy (zał. w r. 1782). Dopiero po 159-ciu latach, dnia 24. 6. 1950 r. założyli swój samodzielny zbór w Gródku. Pierwsze nabożeństwo odbyło się 6. sierpnia 1950 r. Prośbę o nowy zbór podpisało 428 dorosłych osób i 227 dzieci. Do końca roku 1950 zbór liczył już 850 dusz.

 Administratorami zboru byli: 

  od 24.6 1950 do 3. 1954 Ks. Karol Krzywoń

  3. 1954 - 1.11.1960 Ks. Jerzy Czyż  

  1. 11. 1960 - 31. 3. 1961 Ks. Sen. Józef Fukała

  31. 3. 1961 - 1. 10. 1977 Ks. Gustaw Szurman

  1. 10. 1977 - 1. 4. 1983 Ks. Sen. Leopold Pavlas

  1. 4. 1983 - 15. 7. 1986 Ks. Sen. Bogusław Kokotek

  15. 7. 1986 - 1. 11. 1987 Ks. Anna Bystrzycka

  1. 11. 1987 - 1. 11. 1993 Ks. Zuzanna Szpakowa

  1. 11. 1993 - Ks. Erich Bocek, instalowany dnia 2. 6. 1996 na pierwszego pastora zboru.

 

Kuratorami zboru byli:

  wrzesień 1950 - 1962 Nikodem Jerzy nr. 28

  grudzień 1962 - 1975 Czudek Jan nr. 156

  kwiecień 1975 - 1987 Fizek Paweł nr. 35

  marzec 1987 Turoń Jan nr. 343

Organiści:

  1. Jerzy Konderla z Bystrzycy

  2. Helena Wałachowa, którą od 1964 r. do 1993 r.

      zastępował jej brat Jan Turoń nr. 377

Dyrygenci:

1. Władysław Młynek z Gródku nr. 65, który prowadził próby młodzieżowego chóru kościelnego. Po odejściu do służby wojskowej od jesieni 1951 r. do końca r. 1951 prowadził chór p. Klus nr. 58, po nim od r. 1956 p. Czudek i od r. 1961 p. Ludwik Sztwiertnia z Bystrzycy. Trzeba dodać, że to był chór polskojęzyczny. Czeski zgromadzał się w Nawsiu. Przy okazji poświęcenia domu zborowego w r. 1968 powstał nowy, samodzielny, wspólny polsko-czeski chór. Od r. 1970 prowadził go p. Niedoba z Nawsia razem z p. Heleną Wałach. Od r. 1971 chór prowadzi do dzisiaj pani. H. Wałach.

 

Szkółka Niedzielna:

Ponieważ na początku zbór nie posiadał żadnych pomieszczeń oprócz kaplicy, szkółki niedzielnej nie było. W r. 1955 lekcje dla dzieci odbywały się tylko latem w kaplicy. Czeską prowadziła żona Ks. Sen. Pavlasa - p. Marta Pavlasowa z Nawsia. Polską prowadziła p. Kaletowa Anna nr. 140. W r. 1957 pomagała p. Pavlasowej p. Helena Sikorowa z Nawsia. 

W r. 1961 prowadził szkólkę p. Franciszek Carbol z Nydku. Obie szkółki polska i czeska odbywały się po nabożeństwach w kaplicy. (W kaplicy, ponieważ dopiero w latach sześćdziesiątych została była kaplica cmentrana przebudowana na dzisiejszy kościółek.)

Od r. 1964 odbywała się szkółka w czasie nabożeństwa. Od 7. 9. 1965 r. uczyła czeską szkółkę p. Zuzanna Czudkowa nr. 254, polską p. Zuzanna Turoń res. jej córka Helena Wałach. Od r. 1971 pomagały uczyć w czeskiej szkółce Ewa Czudek i Anna Niedoba nr. 225. 

Od r. 1983 była tylko polska szkółka, prowadzona przez Helenę Wałach. Dopiero w r. 1986 założyła czes. szkółkę Ks. Anna Bystrzycka, która również zaczęła prowadzić i polską grupkę. Dalszymi uczącymi byli lub są do dzisiaj: Ewa Fizkowa, Piotr Turoń, Denisa Pezdowa, Renáta Turoňowa, Zdeňka Turoňowa, Monika Turoniowa Monika Sikorowa, Daniela i Renata Ferencówny, Darina Sekerkowa i Alena Konderlowa.

 

Prezbiterzy:

Uroczyste ślubowanie pierwszego prezbiterstwa odbyło się w niedzielę dnia 29.10. 1950 r. 

Oto skład pierwszego prezbiterstwa:  

1. Jerzy Nikodem nr. 28 - kurator

2. Jan Młynek nr. 65 - zastępca

3. Adam Kluz nr. 2 - skarbnik

4. Adam Kluz nr. 148

5. Jan Heczko nr. 121 sekretarz prezbiterstwa

6. Ewa Wałach nr. 178 - zastępca skarbnika.

 Zanim zostało wybrane pierwsze prezbiterstwo, w nowo powstałym zborze działało tzw. prezbiterstwo cmentarne, w skład którego wchodzili: Jan Młynek nr. 100, Kluz Adam nr. 2, Kluz Adam nr. 109, Kluz Paweł nr. 37, Pilch Jan nr. 99, Szmek Jan nr. 40, Heczko Adam nr. 27, Młynek Jerzy nr. 39, Heczko Paweł nr. 77.

 

Konfirmanci:

Do r. 1955 byli grodeccy konfirmanci konfirmowani w Nawsiu. W r. 1951 liczba konfirmantów wynosiła 11 konf., w 1952 r. - 15 konf.

  1953 - 9 konf.

  1954 - 15 konf.

Pierwsza konfirmacja w Gródku odbyła się 12. 6. 1955 r. Konfirmowanych było wtedy 11 polskich konfirmantów. 9 czeskich konfirmantów było konfirmowanych w Nawsiu.

 

Sytuacja w zborze znaczne uległa poprawie po wybudowaniu domu zborowego, którego poświęcenie odbyło się 2. 11. 1969 r. W nim odbywają się szkółki, próby chóru i wiele dalszych zebrań. Dzięki Bogu, życie zborowe zmienia się, więc dzisiaj już okazuje się w wielu wypadkach dom zborowy za mały. Jeśli Pan da, ruszy przebudowa domu.

                                            E. J. Bocek


8.5.2009 | Odkaz na tento článek (permalink) | Komentáře